Polski rynek gier hazardowych online od lat balansuje między ściśle regulowanym monopolem a ogromną, kwitnącą szarą strefą. Z jednej strony mamy jasne przepisy i jednego legalnego operatora, z drugiej – miliony graczy, którzy codziennie odwiedzają zagraniczne serwisy, często nie zdając sobie sprawy z grożących im konsekwencji. Aby zrozumieć tę złożoną sytuację, warto sięgnąć do rzetelnych źródeł, które wyjaśniają obowiązujące regulacje. Szczegółowe informacje na ten temat można znaleźć na stronie https://sportostrowiecki.pl/prawo-hazardowe-w-polsce/, która w przystępny sposób opisuje, jakie formy gier są dozwolone i kto może je legalnie oferować w Polsce. Jak wynika z obowiązującej od 2009 roku ustawy o grach hazardowych, jedynym w pełni legalnym kasynem internetowym według polskiego prawa jest Total Casino, należące do państwowego Totalizatora Sportowego . Paradoksalnie, to właśnie ten monopol, mający chronić graczy i rynek, stał się jednym z głównych motorów napędowych szarej strefy, która według danych Warsaw Enterprise Institute sięga w segmencie kasyn internetowych aż 40 proc. rynku . Oznacza to, że co trzecia złotówka przegrana w sieci trafia do operatorów działających poza polskim prawem, często zarejestrowanych w rajach podatkowych, co stanowi realny uszczerbek dla budżetu państwa i polskiej gospodarki. Korzystając z portalu https://sportostrowiecki.pl/prawo-hazardowe-w-polsce/, gracze mogą uświadomić sobie, że wybór legalnego kasyna to nie tylko kwestia wygody, ale przede wszystkim bezpieczeństwa prawnego i ochrony przed nieuczciwymi praktykami.
Monopol państwa kontra rzeczywistość – dlaczego model nie działa?
Obecny kształt prawa hazardowego w Polsce, ugruntowany nowelizacją z 2017 roku, zakładał uporządkowanie rynku i skuteczną walkę z nielegalnym hazardem online . Wprowadzono wówczas m.in. Rejestr Domen Służących do Oferowania Gier Hazardowych Niezgodnie z Ustawą, który dziś liczy już ponad 55 tysięcy wpisów, a co miesiąc trafia tam około 700 nowych domen . Mimo to, skala zjawiska nie maleje, a wręcz rośnie. Eksperci, w tym uczestnicy debaty zorganizowanej podczas Forum Krynica 2025 przez Stowarzyszenie Bukmacherzy Razem, zgodnie podkreślali, że formuła monopolu państwowego w kasynie online wyczerpała już swój potencjał . Jak zauważył Olgierd Cieślik, były prezes Totalizatora Sportowego, klienci sięgają po oferty nielegalnych serwisów, ponieważ oczekują szerszego wyboru, różnorodnych metod płatności i bogatszej biblioteki gier, czego nie jest w stanie zapewnić jeden państwowy podmiot .
Co więcej, system kar i blokad okazuje się nieskuteczny. Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia na rzecz likwidacji szarej strefy gier i zakładów wzajemnych „Graj Legalnie”, zwrócił uwagę, że rejestr domen można łatwo obejść, choćby za pomocą VPN, a nielegalni operatorzy notują wzrost ruchu rzędu 200-300 proc. w ciągu kwartału . Według danych stowarzyszenia, na jedno legalne kasyno online przypada ponad 6 tysięcy nielegalnych stron, a z nielegalnych serwisów regularnie korzysta ponad 3 miliony Polaków rocznie, w tym kilkaset tysięcy nieletnich . To pokazuje, że obecny system nie chroni skutecznie konsumentów, a wręcz stwarza iluzję kontroli, podczas gdy prawdziwa walka toczy się na zupełnie innym polu. Państwo, zamiast realnie konkurować, próbuje jedynie blokować, co w dynamicznym świecie internetu jest zadaniem z góry skazanym na niepowodzenie.
Skala szarej strefy i jej konsekwencje
Skala nielegalnego hazardu w Polsce jest zatrważająca. Według danych H2 Gambling Capital, przytoczonych przez Warsaw Enterprise Institute, obrót szarej strefy w grach online sięgnął w 2025 roku około 73,7 miliarda złotych, a depozyty, czyli pieniądze wpłacone przez graczy do nielegalnych operatorów, wyniosły około 15 miliardów złotych . Przychód netto operatorów z nielegalnego rynku to 2,98 miliarda złotych, z czego 1,75 miliarda przypadło na kasyna internetowe . Oznacza to, że legalny udział w całym polskim rynku gier online wynosi 70 proc., ale w segmencie kasyn online spada do 60 proc. . Dla porównania, w Wielkiej Brytanii legalny udział w rynku gier online to 92 proc., we Włoszech 90 proc., a w Czechach i Rumunii po 82 proc. . Kraje z monopolem lub częściowym monopolem, takie jak Norwegia czy Finlandia, wypadają pod tym względem znacznie gorzej, co pokazuje, że zamknięcie rynku nie musi zwiększać kontroli państwa nad hazardem w internecie .
Konsekwencje finansowe dla budżetu państwa są ogromne. Szacuje się, że w latach 2026-2030 szara strefa pozbawi Skarb Państwa około 9,4 miliarda złotych z samego podatku od gier . Ale to nie tylko straty fiskalne. Nielegalne platformy nie stosują żadnych mechanizmów odpowiedzialnej gry, nie ma tam możliwości samowykluczenia, limitowania stawek ani zawieszenia konta . Gracze są pozbawieni ochrony, ich dane osobowe mogą trafić w niepowołane ręce, a w przypadku sporu nie mają żadnych narzędzi dochodzenia swoich praw. Co więcej, jak alarmują eksperci Warsaw Enterprise Institute, wiele nielegalnych platform działa poprzez jurysdykcje offshore, a ich faktyczni właściciele mogą mieć powiązania z rosyjskim kapitałem, co czyni z nich narzędzie do prania brudnych pieniędzy i destabilizacji budżetów państw UE .
Głos eksperta: potrzebna jest zmiana modelu
W środowisku eksperckim rośnie przekonanie, że obecny model wymaga pilnej i zdecydowanej zmiany. Zdzisław Kostrubała, prezes stowarzyszenia „Graj Legalnie”, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach w 2026 roku jednoznacznie stwierdził, że system nie zdał egzaminu, a szara strefa rośnie, co wymaga wprowadzenia pilnych i zdecydowanych zmian . Jego zdaniem, rozwiązaniem jest pójście śladem państw, które otworzyły rynek i wdrożyły system licencyjny, takich jak Dania, Szwecja, Włochy czy Czechy . Argumentuje, że liberalizacja służy nie tylko graczom, ale także dotychczasowemu monopoliście, bo wzmacnia uczciwą konkurencję . Podobne głosy płyną ze strony Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem, którego prezes Marek Skrzyński podkreśla, że legalni operatorzy od dekady czekają na systemowe zmiany, które pozwoliłyby im skutecznie konkurować z nielegalną ofertą, a w tym czasie wiele firm upadło z powodu nieuczciwej konkurencji .
Z kolei profesor Aleksander Werner z Szkoły Głównej Handlowej zwraca uwagę na istotny aspekt prawny. Choć prawo unijne dopuszcza istnienie monopolu państwowego na rynku hazardowym, zastrzega, że jego celem nie może być dążenie do maksymalizacji zysku państwa . Tymczasem Totalizator Sportowy, jako spółka prawa handlowego, ma za główne zadanie właśnie wypracowanie zysku, co stoi w sprzeczności z misyjnym charakterem, jaki mu się przypisuje . Ponadto, jak zauważa profesor, misyjność Totalizatora Sportowego nie znajduje oparcia w żadnych aktach prawnych . Doświadczenia Danii, która w 2010 roku otworzyła rynek zakładów sportowych i kasyn online, pokazują, że liberalizacja może przynieść pozytywne skutki. Jak podkreślała Birgitte Sand, była duńska regulatorka rynku hazardowego, przed reformą duński monopolista kontrolował zaledwie 10 proc. rynku, a już rok po otwarciu udział szarej strefy spadł do 40 proc. . Oznacza to, że nielegalni operatorzy po raz pierwszy stanęli wobec realnej konkurencji.
Podsumowanie: czas na cywilizację rynku
Polski rynek hazardu online stoi na rozdrożu. Z jednej strony mamy nieskuteczny monopol, który nie jest w stanie konkurować z elastyczną i często nieuczciwą szarą strefą. Z drugiej – ogromny potencjał fiskalny i społeczny, który marnuje się na nielegalnych platformach. Eksperci są zgodni: potrzebna jest demonopolizacja i wprowadzenie systemu licencyjnego, który zapewni graczom ochronę, państwu – wpływy z podatków, a legalnym operatorom – uczciwe warunki konkurencji. Jak podkreślał Łukasz Wachowski, sekretarz generalny PZPN, szacunki wskazują, że demonopolizacja i ograniczenie szarej strefy na rynku kasyn online mogłoby przynieść polskiemu sportowi dodatkowe 120 milionów złotych rocznie od legalnych operatorów . To realne pieniądze, które mogłyby wspierać kluby, akademie i reprezentacje narodowe. Przyszłość iGamingu w Polsce zależy od odwagi w reformowaniu przepisów, edukacji konsumenckiej oraz skutecznego egzekwowania prawa wobec nieuczciwych operatorów. Otwarcie rynku, wzorem krajów europejskich, to jedyna droga, aby polscy gracze przestali być obywatelami drugiej kategorii w cyfrowym świecie hazardu, a państwo odzyskało kontrolę nad tym dynamicznie rozwijającym się sektorem.
